Wywiad z Renatą Putzlacher, autorką sztuki HRA-NIC-e

11-13.3.2019 / Jasna, spokojna i spójna myśl

Trzydniowe zajęcia medytacyjne

czytaj więcej >

Dasha & Epoque Quartet

Koncert beneficjalny | 1 maja 2019

czytaj więcej >

Tata Bojs & Filharmonia Hradec Králové LIVE / 21.6.2019

muzyczne wydarzenie lata

czytaj więcej >

Máme rádi Broumovsko

Wpieramy pomysły i pasje...

czytaj więcej >

Zajęcia edukacyjne dla szkół

szeroka oferta dla szkół podstawowych i średnich

czytaj więcej >

20 lipca 2015 - Już za miesiąc w Broumovie spotkają się teatralni artyści z różnych zakątków Republiki Czeskiej, na czele z Renatą Putzlacher - autorką nowej sztuki teatralnej HRA-NIC-e. Reżyserem jest Radovan Lipus, scenografem Šimon Caban. Próby będą odbywać się przez trzy tygodnie przed premiera, która odbędzie się 26 sierpnia o godz. 19.00 w sali widowiskowej Drewnik. Poniżej przedstawiamy wywiad z autorką scenariusza Renatą Putzlacher.

Jaki jest pani osobisty stosunek do Ziemi Broumovskiej? Kiedy po raz pierwszy odwiedziła pani ten region?

W Broumovie po raz pierwszy byłam w 1999 r. Po czeskiej premierze książki Prawiek i inne czasy autorstwa Olgi Tokarczuk (tłumaczyłam je dla Teatru Cieszyńskiego) pojechałam odwiedzić pisarkę, mieszkającą w tym czasie w Krajanowie, blisko czesko-polskiej granicy. Kiedy z mężem dotarliśmy do Broumova, to poszliśmy zobaczyć klasztor. Ktoś zauważył, że jesteśmy ze Śląska Cieszyńskiego i powiedział: „Przed chwilą odjechał stąd przeor Siostrzonek, który pochodzi z waszych stron”. Żałowaliśmy, że się minęliśmy, ponieważ oboje znaliśmy go jeszcze z Czeskiego Cieszyna.

Później po latach o. Prokop Siostrzonek zaproponował współpracę przy czesko-polsko-niemieckim oratorium o św. Wojciechu, napisanym przez Jiří Pavlica. Był to pierwszy ważny krok do głębszego poznania spuścizny tego benedyktyna oraz klasztorów w Brzewnowie i Broumovie. Wówczas mój stosunek do Ziemi Broumovskiej zaczął nabierać charakteru duchowego. Już na samym początku zwróciłam uwagę na nazwisko Dientzenhofer (brzmi równie egzotycznie, jak moje), które związane jest głównie z broumovską grupą kościołów, ale także z kawiarnią, która jest mi bliska. W końcu wszystkie te kościoły zobaczyłam, a dzięki wycieczkom poznawałam również niepowtarzalny charakter genius loci Ziemi Broumovskiej.   

W jaki sposób zaczęła się pani praca przy projekcie HRA-NIC-e i co zwróciło pani uwagę?

Do projektu włączyłam się dzięki przeorowi Siostrzonkowi, ponieważ podobał się mu spektakl Těšínské niebo, z piosenkami Jarka Nohavicy, który przed 11 laty przygotowaliśmy wspólnie z reżyserem Radovanem Lipusem i aktorami Teatru Cieszyńskiego. Był to projekt polsko-czeski, z elementami gwary śląskiej, opowiadający o regionie pogranicza, z którego oboje pochodzimy. Sądziliśmy, że spektakl rozumieją tylko mieszkańcy Śląska Cieszyńskiego... Nigdy by nam nie przyszło do głowy, że mały Teatr Cieszyński z tym przedstawieniem pojedzie do wielu miast i kilku państw, że będzie to nagrane przez Czeskie Radio i Telewizję Czeską. Później w Teatrze Słowackim przygotowaliśmy z Radovanem czeską premierę spektaklu Dom dzienny, dom nocny – w formie inscenizacji książki Olgi Tokarczuk [o tym samym tytule]. Kiedy pisałam scenariusz, Olga nie wierzyła, że te zawiłe historie z Kotliny Kłodzkiej można zaprezentować na deskach teatru. Dlatego ponownie wyruszyliśmy do niej przez Broumov i Šonov, o którym pisarka wspomina w książce.

Kiedy po kilku latach powstał pomysł projektu teatralnego na Ziemi Broumovskiej, było to dla mnie wyzwanie, a jednocześnie możliwość odniesienia się do naszych dwóch poprzednich projektów w ramach luźno rozumianego tryptyku. Do stworzenia nazwy sztuki wystarczyło jedno spotkanie z Radovanem Lipusem, Šimonem Cabanem i Janem Školníkiem z Agencji Rozwoju Ziemi Broumovskiej. Przeor na samym początku mi powiedział, że razem z Janem Školníkiem poszukują przyjaznych dusz, a ja nie miałam wątpliwości, że ten podstawowy warunek został spełniony.       

Ile czasu zajęła praca nad scenariuszem? Co było inspiracją do jego napisania?

Z Janem Školníkiem po raz pierwszy spotkaliśmy się w listopadzie 2013 r. Wówczas w moje ręce trafiły różne materiały dotyczące Ziemi Broumovskiej i rewitalizacji klasztoru. W porównaniu ze sztuką Těšínské niebo, tu do tematu musiałam podchodzić w nieco inny sposób. Dzięki inicjatorom projektu miałam tu doskonałe zaplecze, a ponieważ na Ziemi Broumowskiej zawsze czuję się jak na urlopie, mogłam więc z uwolnionym umysłem zgłębić temat. Intuicyjnie reagowałam na bodźce podstawowe, jak herb opata klasztorów benedyktyńskich, który widziałam umieszczony w różnych miejscach, czy na nazwę Gwiazda, brzmiącą początkowo nieco astronomicznie, czy na grób na broumovskim cmentarzu koroną cierniową  (drutem kolczastym?) i imieniem Adelheid Schultes, tworząc sobie w ten sposób wyobrażenie Kiliana Ignacego Dientzenhofera, który podobno wykonywał „szkice w przyrodzie”. W pewnej chwili zaczęłam myśleć o Granicy jak o bycie antropomorficznym, ważnej postaci, która musi nas poprowadzić przez fabułę od prapoczątku aż do końca. Wiedziałam, że te pierwsze inspiracje pojawią się w mojej sztuce..., a później nastąpił czas intensywnych studiów. Spędziłam mnóstwo czasu w bibliotekach, aby się dowiedzieć więcej na temat pierwszych osadników, benedyktynach, architektach, konfliktach, ale głównie na temat wartości, które pozostawili nam ci, którzy żyli przed nami. 

Czy mogłaby pani powiedzieć coś więcej na temat treści sztuki HRA-NIC-e? Dlaczego warto przedstawienie zobaczyć?

Treść już zarysowałem i chyba nie wymyślę nic ponad to, co zostało ujęte w informacji prasowej. Ten projekt teatralny będzie opowiadać o potrzebie własnego zakorzenienia i tworzeniu korzeni, o granicach na mapach i w ludzkich sercach, będzie to też próba spojrzenia na minione wydarzenia z poczuciem nostalgii, ale z nutą humoru. Humor w inscenizacji odgrywa znaczącą rolę, ponieważ nie jest to epopeja historyczna. Takie dzieła pisał Alois Jirásek. Przy okazji ta postać też pojawi się w naszym spektaklu, najpierw jako uczeń broumovskiego gimnazjum, który chodził „na handl” i na Gwiazdę, a pod koniec z radością odkryje swoją ławkę w parku zwanym Alejką. Owszem współcześni uczniowie zapewne nie chodzą tam czytać jego dzieł.

Już na początku, kiedy szukałam jakiegoś motta, otworzyłam książkę kupioną w klasztornej kawiarni z czterdziestoma krótkimi medytacjami nad Regułą św. Benedykta, w której autor o. Prokop Siostrzonek napisał: „Człowiekowi chodzi o znalezienie korzeni (przeszłość), aby mógł się na nich wesprzeć i dzięki nim szukał nadziei (przyszłość), i w ten sposób odnajdywał pełnowartościowe życie (teraźniejszość)”. Wierzę, że widzowie będą tu czerpać nieco nadziei, choć stosunkowo idylliczne zakończenie sztuki będzie zakłócone przez zjawiska, które zmuszają nas do przemyśleń na temat granic i żelaznych kurtyn, ponownie tworzących się we współczesnej Europie.

Sztuka porusza również niełatwych wydarzeń historycznych na Ziemi Broumovskiej – jak skomplikowane było włączenie tych wydarzeń do scenariusza? Nie boi się pani reakcji miejscowych mieszańców?

Nie mieszkałam na Ziemi Broumovskiej, ale wiem, że większość mieszkańców tego regionu o kluczowych wydarzeniach dowiaduje się tylko drogą pośrednią. Jednak nie czuję się uprawniona do wydawania sądów, ponieważ w tych – nomen omen – pogranicznych zdarzeniach nie uczestniczyłam. Psychologiczna wina zbiorowa według Junga jest tragicznym przekleństwem, które dotyczy zarówno sprawiedliwych, jak i niesprawiedliwych, o ile pojawili się w pobliżu miejsca, w którym odgrywał się dramat. W pełni utożsamiam się ze staraniami światłych aktywnych osób na Ziemi Broumovskiej, którzy z powodzeniem przełamują tabu historii. Wiem, że z pewnością nie jest to „kraina bez nadziei” – ja tutaj nabierałam sił.   

Oprócz tego, że jest pani autorką scenariusza spektaklu HRA-NIC-e, to jest pani także dramaturgiem. Co oznacza dla pani ten zawód i na czym polega istota dramaturgii HRA-NIC-y?

O dramaturgach często mówi się, że znają scenariusz, którego nie napisali, mają wiedzę na temat inscenizacji, której nie reżyserują i wiedzę na temat wszelkich prac przy przedstawieniu, których nie wykonują. Ja napisałam scenariusz i z reżyserem uzgadnialiśmy, z czego zrezygnujemy, a co muszę dopisać. Tak samo w sierpniu będę na miejscu, aby być pod ręką reżysera i innych kolegów, będąc w tym tradycyjnym chaosie realizacyjnym człowiekiem z pewnym dystansem, który czasami powie, czy podążamy we właściwym kierunku. Nie wątpię, że tekst sztuki będzie się zmieniać jeszcze w czasie prób i lubię właśnie tę niepewność oraz ferment twórczy. Jestem jednostką lubiącą grupę i cieszę się z pracy zespołowej, ponieważ w tym zespole jest wiele inspirujących postaci.

Podzielić na